I dalej kurwa w ten deseń

Posted: Wrzesień 23, 2016 in Uncategorized

Choć już nie w serwisie – jakimś cudem (jebanym) nie wyjebali mnie z tej roboty. W listopadzie zeszłego roku. Było strasznie chujowo, poszłam na urlop i ta skurwiała blać stanęła na uszach, żeby pokazać wszystkim, że ja jestem do dupy. I uwierzyli. Wow. W każdym razie gotowa byłam przyjać wypowiedzenie. Zamiast tego w trybie natychmiastowym zostałam przetransportowana na górę. I siedzę w swoim bagienku – jest raz lepiej, raz gorzej, przy czym lepiej oznacza mało roboty a gorzej oznacza totalny chaos na wczoraj.

I rzadko wyję do poduszki, bezsens i beznadzieja całości jest tak ogromna, że nawet nie widzę sensu i potrzeby płaczu. Bo nic, nic to kurwa nie zmieni.

Schudłam. Mam nadzieję, że to nie z jakiegoś choróbska (tfu, tfu) tylko z niejedzenia. Bo jem mało – to co robi matka w większości dla mnie jest nie jadalne, z resztą często dla mnie nie starcza, a że nie mam kasy, to i poza domem mało jem. Są dni, że zjadam tylko jakiś batonik przez całyu dzień. Najwięcej jem po 10tym – wiadomo, przyjemność, której nie mogę sobie odmówić.

Młody rośnie, przez wszystko co się dzieje w domu jest nerwowy i często nieznośny. Póki się stąd nie wyprowadzimy nie bedzie lepiej. A na wyniesienie się stąd dalej nie mam widoków.

MrK faktycznie wyniósł się do kochanki, co więcej jest z nią cały czas. Zrobił to jakiś tydzień po tym jak urodziła mu się córka. Chyba nigdy nie skumam facetów. Ale wzniosłam się ponad to, większość ludzi w firmie nie wie. Ja wiem, ale jak ktoś zapyta to zaprzeczę. Nie wiem jak mu z tym – chyba trochę ok, a trochę nie bardzo. Często mówimy sobie dzień dobry o 6:30 przez telefon. Takie bla bla. Fajne to w sumie.

I klu dla którego tu weszłam – w ramach uporządkowania. Nie wiem ile mi przejdzie przez palce – PS zaproponował mi wypad do Warszawy w ramach przyjacielskiej usługi wzajemnej. I tak cholernie kuszą mnie trzy dni poza domem, a przy tym tak strasznie długo nie miałam nawet namiastki bliskości, że poważnie rozważam tę propozycję. Choć etycznie i moralnie jest to całkiem do dupy. Rozmawiamy o tym jak o kolejnej budowie, która może przysporzyć potencjalnych problemów. Rozważamy za i przeciw. W zasadzie podjęłam już decyzję, nie mniej pewnie będę tego żałować. Chociaż może nie, może będzie zabawnie, a ja się odstresuję, wypocznę i spojrzę na kilka rzeczy z dystansu. I może dojdę do wniosku, że nadszedł czas komuś zaufać? Jak zwykle czas pokaże.

Może jak odetchnę te trzy dni, to będę lepszą matką? Strasznie brakuje mi siebie, pomimo, że kocham Młodego najbardziej na świecie i nic nie jest od niego ważniejsze, to nie mogę odnaleźć w tym wszystkim własnego ja. A jak robię cokolwiek dla siebie, to mam wyrzuty sumienia.

Przecież w końcu będzie lepiej, prawda?

Masakry dalszy ciąg

Posted: Czerwiec 1, 2015 in Uncategorized

I znów w serwisie. A nawet gorzej – bo dwa w jednym. I problemów dwa razy więcej. I nie mogę się odnaleźć. Jakby nie moja bajka, jakbym żyła obok, Wszystko tak chujowe – i w domu i w pracy. Przed okresem najgorzej- nie chce się żyć, jakieś ostatnie resztki rozsądku (?) zakazują ostatecznego. Teraz nie jestem przedokresem, więc jest w miarę ok. Cujowo, ale stabilnie. Chuj,wcale nie stabilnie. Do dupy po całości Wszyscy na kupie, wszyscy piłują mordę, nie ma mnie, nie mam siebie. Spokój? Nie pamiętam. Nie liczę się. Jak bymnie nie było, a jednak kurwa jestem, bo muszę być. I naprzemiennie bojęsię, że coś mi się stanie, że zachoruję i wszystko chuj, i o to, że żyję i że muszę i że co dalej i ile jeszcze wytrzymam. Obłęd. Duszę się. Nie chcę tak żyć.

Kasa,kasa, kasa – nie ma i chuj.

Praca – dno i kilo mułu. Nie mam serca do tego wszystkiego. Wkurwia mnie wszystko.I męczy. Jutro ma być rozmowa o miejscu Mr.K wśród organizacji vs koordynacja. Z obrzydzeniem i na siłę zaoferowałam się znów wziąć gona klatę. Lubię go, na prawdę, pewnie nie powinnam, ale lubię. Nie wiem co odjebał, ale chyba rozstał się z żoną.Nie pojmuję, bo był najbardziej zakochanym facetem w swojej żonie, jakiego kiedykolwiek znałam. I to nie na pokaz – poprostu zakochany. I co ? KM sugeruje, że znalazł sobie kochankę – nosz kurwa, nie wierzę. Szybciej postawię na to, że chleje i ma wyjebane. Pewnie kiedyś się dowiem – póki co nie będę dociekać – nawiązałam, nie chce gadać. Mówi że będzie dobrze, jakkolwiek będzie. Ok, nie moje małp,  nie mój cyrk, nie wpierdalam się.

Jak będzie ? Dobrze. Musi w końcu kurwa być dobrze. Wygrałam już 22 książki. I wciąż chcę więcej.

Straciłam przyjaciółkę. Kasa. Bywa.

Ziele w ciąży z M, właśnie kupiły wypasiony metraż. Chyba zazdroszczę. Wieczorami wyję w poduszkę, że nie mam już własnego mieszkania. Ani widoków na nie. Boże pomóż,żebym znów miała własne mieszkanie, tylko moje i Modego. I żeby mnie było stać na nie i utrzymanie nas.

a u mnie co ?

Posted: Listopad 22, 2014 in Uncategorized

Chciałabym móc napisać, że jest chujowo ale stabilnie. Ale nie jest. Jest mocno niestabilnie. Czasem jak dziś puszczają mi nerwy z błahego powodu – bo młody wyrzygał antybiotyk.  Właśnie mam mega wyrzuty sumienia, bo nawrzeszczałam na niego jak pierdolnięta, łącznie z wykrzyczeniem, że pójdzie do domu dziecka i tam go będą leczyć.

Jestem beznadziejną matką😦 Naprawdę, nie umiem już bardziej, mocniej, więcej. 5 lat podcierania dupy, naprawdę wkurwia mnie już każde kolejne. Chciałabym odpocząć, choć tydzień bez niego. Bez szans. Nawet kurwa w delegacje nie jeżdżę. Mam pracę, gdzie mnie nie doceniają, nie doceniają mojego wysiłku, zaangarzowania, chęci. Wszystko bez sensu. To i ja przestałam się spuszczać. Jestem, bo jestem, bo płacą, całkiem nieźle ostatnio. Jak znajdę coś nowego to znów będę musiała się wykazywać i zmóżdżać – a tu już nie muszę. Więc siedzę, i robię to, co wcale mnie nie cieszy, za to mogę o 15:00 wziąć torebeczkę i powiedzieć się pierdolcie się. Głupota, która mnie otacza jest bezkresna. I nawet już nie czuję niemocy, że wiem lepiej, jak być powinno a reszta ma w dupie. Nie, teraz ja jestem tą resztą, co ma w dupie. Jeszcze trochę i zacznę oglądać ubrania na zalando.

Mam zajebistego syna, którego inteligencja, pęd do samodzielności i logika rozumowania przeraża mnie czasem. I ośli upór. Boże, jak mi czasem ciężko. Jak trudno wychowywać takie inteligentne dziecko. Jak trudno przedstawiać mu ten pojebany świat w taki sposób, by nie wystraszyć go na starcie i by dać mu siłę na całe życie. Tak strasznie go kocham, i tak mi trudno z tym wszystkim.

Ostatnio coraz częściej mam doła. Przerażające, nienawidzę sobie nie radzić.  Co więcej, nie potrafię o tym z nikim rozmawiać. Może najbardziej z Brązią, ale też nie do końca. Mam świadomość, że nikogo nie obchodzę ja  i moje problemy. I nikogo nie chcę nimi obciążać. Pozbywam się z domu wszystkiego, co zbędne. Nadchodzi czas przeprowadzki. Chyba. Złożyliśmy ze złamasem drugi wniosek do banku. Chyba złożyliśmy, bo ja podpisałam co miałam i wyszłam. Nie dostałam potwierdzenia, że wniosek złożony, więc nie wiem. Ale w dupie to mam. Ja już finansowo nie mam za dużo do stracenia.On ma.

Od pewnego czasu nie mogę pozbyć się uczucia nienawiści do złamasa. Za to, że zabrał mi młodość, za to, że spierdolił życie, za to, że przez niego tonę w długach. Za to, że moje dziecko nie ma ojca. I za to, że nie będzie go miało, bo nie jestem w stanie otworzyć się na jakiegokolwiek faceta. Jestem w stanie się pobzykać i tyle. Żadnych emocji, uczuć, motyli w brzuchu. Sama twarda rzeczywistość, sama realność, nic z magii. Teraz z perspektywy czasu trudno mi uwierzyć, że kiedyś potrafiłam TAK kochać. Do obłędu, nad życie i ponad wszystko. Nieprawdopodobne. Nie wiem, już jak to jest, pewnie już nigdy się nie dowiem. Ten skurwiel mi to zabrał. Niech bierze to mieszkanie i niech spierdala z mojego życia na zawsze. I niech gdzieś zgnije.

Dziwne jest to, że tak emocjonalnie podchodzę do tego – myślałam, że mnie to nie rusza, a tu proszę, nawet złorzeczę. Nie pomaga mi to, bo podkorowo mam wyrzuty sumienia, ale przecież nie będę oszukiwać samej siebie.

Jeśli zaś chodzi o ekipę w pracy, to zasymilowałam się z TOP10 czy jakkolwiek ich nazwać. Jestem zapraszana na wspólne imprezy, o których reszta firmy nie ma pojęcia, chyba jestem akceptowana a co poniektórzy chyba nawet mnie lubią. I co zabawne, ja także ich lubię i lubię z nimi spędzać czas. Wczoraj RS miał urodziny i była spontaniczna impreza a raczej „uwal się szybko”. I potrzebowałam tego – ostatni raz uwaliłam się z dwa lata temu jeszcze na imprezie w starej ekipie, która już nie istnieje i która okazała się fatamorganą. Cóż, jak wiele rzeczy w moim życiu.

Chciałabym, żebyśmy zdrowi byli – ja, młody, moja matka, mój ojciec. Takie moje małe marzenie. I niech się spełni.

Drugi apel poległych

Posted: Październik 12, 2013 in Uncategorized

Czyli marketing w całości, Janusz W. i Natala… Chyba było cholernie blisko – nie ma to jak udany powrót z urlopu – wszystko 30.09. Do tego eskalujący HL, degradacja, by nie napisać detronizacja, Dyrektora. DZ jako dyrektor inwestycji – beznadzieja, GW jako prowadzący, milion x beznadzieja.
Co dobre? Wsparcie MrK. Ogromne. Bez tego chyba bym się załamała.
Co dalej? Nie wiadomo, sądzę, że pomimo zapewnień ze strony HL, wypierdolą Dyrektora, najpóźniej z końcem roku – choć myślę,że szybciej – z końcem października. Na 25-6-7 jest zaplanowana inwentaryzacja, dyrowi zabrali w piątek admina motławy, nie dali go do komisji spisowych, moim zdaniem czekają, aż się trochę poukłada na nowo, aż przekaże swoją wiedzę i wtedy… sru i wpizdu.
Co ze mną? Nie wiem – chciała mnie wniebowziąć Królowa, ku rozpaczy dyra i mojej. Póki co chyba siedzię, tam gdzie siedzę, czyli w pokoju po PS, sama, bo Beata poszła na górę. Namawiam MrK, żeby się wprowadził na jej miejsce, ale chyba nie jest na to gotowy jeszcze.
Co z chłopakami? Pizdy z księgowości szaleją i upierdalają ile się da. RS w tym miesiącu ujebały 2500 z pensji. Od przyszłego miesiąca mają mu zabierać po 1000,zamiast tak, jak było ustalone, po 500.
Natala kiepsko znosi całość.Zastanawia się nad lumpeksem, ale nie jest pewna. Nie dziwię się. Byłam z nią wczoraj na piwie – fajnie było, choć matka wydzwaniała, że ma już dość Młodego.
Wcale mi się nie uśmiecha cały weekend w robocie, atmosfera jest beznadziejna, ogólnie jest do dupy. Nie dostałam ani grosza premii za wrzesień, chociaż naprawdę był niezły miesiąc.
Powinnam szukać nowej pracy, ale jest kiepsko, nie chce mi się a z tym jebanym komornikiem na karku i tak pizda i tak. Sąd mi zasądził spłatę całości – ciekawe kurwa z czego niby mam to spłacić? Pojebany kraj… Jedyna nadzieja w totolotku…

prawie pourlopowo

Posted: Wrzesień 28, 2013 in Uncategorized

dwa tygodnie – naprawdę fajne dwa tygodnie. Szkoda, że tylko tyle😦 Nie chce mi się tam wracać – bo TAM dzieją się różne dziwne rzeczy. Po pierwsze przyjęli nowego dyrektora technicznego, który ma się zajmować… no właśnie,według mnie na tą chwilę chuj wie czym. Wiadomo,że dostał naprawdę niezłą kasę i że będzie rezydował w WRc. Niby ma budować systemy. Ale jak mi pierdolnął, o inwestycji za 8 milionów euro, to wszystko mi opadło.Typ jest odrealniony od naszej rzeczywistości – z zadłużeniem u wszystkich dostawców i podwykonawców. Na okazję nowego, stary dyro popadł w popłoch i boi się, że go wypierdolą. Obłęd jakiś, bo gdy był na urlopie nic nie szło – ewidentnie było widać, jak bardzo jest potrzebny.
Po drugie siedzi u nas współudziałowiec, który do tej pory wogóle nie istniał, nie rozumem skąd nagle jego wzmożona aktywność, dość, że wszystko trzepią i się przypierdalają do stanów magazynowych. Oczywiście ja też dostałam opierdol za niewłaściwe przeprocesowanie lotniska. I na pewnojeszcze długobędę słuchać na ten temat, no chyba że mnie wypierdolą – a wiadomo, że nigdy nic nie wiadomo, szczegónie tutaj.
Po trzecie GK wpierdolił się do szybu wentylacyjnego, cud że żyje, ale ma złamaną piętęi wybity staw łokciowy, raczej w tym roku nie wróci do pracy. A jak wróci to nie wiadomo jak będzie, bo dyro jest tak na niego cięty, że z radością by go wypierdolił.
Po czwarte moje relacje z MrK przed urlopem były naprawdę dobre – mam nadzieję, że nie uległy zmianie przez czas mojej nieobecności. Potrafimy razem normalnie rozmawiać, umawiać się, ustalać i trzymać wspólny front. Co więcej, MrK kilkakrotnie sprowadził chłopaków do parteru trzymając moją stronę. Za pierwszym razem prawie padłam z wrażenia, ale jest to cholernie miłe i ważne dla mnie.
Po piąte … ech, naprawdę nie wiem jak będzie. Czy nie będą kombinować z kasą, czy wogóle firma przetrzyma, czy nie wypierdolą dyra, czy nie wypierdolą mnie.
U mnie chujnia z kasą, makabryczna więc. Z komornikiem na pensji żyje się naprawdę chujowo. Z młodym jest różnie- czasem fajnie się dogadujemy a czasem tak mnie irytuje, że mam ochotę go udusić.Jedno jest pewne – bardzo go kocham, bardzo chciałabym dać mu wszystko. Cały czas prosi mnie, żebym nie szła do pracy. Powiedziałam, że jak wygramy w totolotka, to nie pójdę Traf chciał, że wydrapał 4zł w zdrapce dwa dni temu. Dziś znów prosił,żebym nie szła do pracy. Więc mówię, że muszę. A onmina to: ale czemu, przecież wygrałem… Strasznie mi się zrobiło przykro. Pierwszy tydzień był ciężki, bo nie mogłam do niego przywyknąć non-stop, ale teraz…mogłabym zostać. Oczywiście dalej potrzebuję chwil dla siebie, ale jest coraz fajniej. I dużo rzeczy możemy robić razem, i potrafi już się zająć sam sobą. Kochany mój duży chłopak.Wierzę, że poprawi się nam sytuacja finansowa, że dam radę zapewnić mu to, czego będzie potrzebował a nawet spełniać jego różne dziwne fanaberie i zachcianki. No i swoje też.
Zaczęłam palić.W pracy, przez tą całą sytuację, ale kontynuuję. Niby nie dużo, niby mogę wytrzymać dzień bez, ale … jak palę,jestem milsza…

kolaborat

Posted: Lipiec 6, 2013 in Uncategorized

czyli elaborat po „naszemu”. Niech, tam. I w dupie mam, że ktoś kijent pisze, skoro na systemach się zna, jak nikt inny. I dlatego nie mierzę ludzi ortografią. Tak mnie naszło. A poza tym ? Tydzień pierwszy po nowemu/staremu za mną. Jak jest? Trochę śmiesznie, trochę strasznie, trochę dużo i trochę tak jak było a nie powinno być. Ale staram się nie pokazać po sobie przerażenia. A trochę mnie to przeraża – czy podołam… Ekipa sześciu. MrK, który raz po raz przypomina sobie, że już jest po nowemu, i wtedy rozmawiamy normalnie. Niestety, raz po raz także zapomina, że jest nowe i wtedy jest po staremu, czyli do dupy. Nie wiem, jak to się poukłada – czas pokaże.RS, któremu znów się kończy umowa (właśnie, wciąż zapominam wysłać MrK do dyra w celu zaopiniowania RS) i który próbował fisiować trochę, ale MrK (wow!) podciął mu skrzydełka i stanął po mojej stronie (wow wow o kurwa jakie wow). GK, który chyba przejawia symptomy sympatii oraz wykazuje ludzkie odruchy i chęć dogadania się (uf, wow, uf) SP, z którym dogaduję się po staremu, czyli dobrze (choć specyficznie), WG, który zachorował i niewiele mieliśmy kontaktu, ale komunikacja nasza także jest niezła oraz SM/Ż który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoim podejściem do pracy a z którym nie mam problemów komunikacyjnych i nigdy nie miałam – mam nadzieję, że to się nie zmieni. Mam ogromne wsparcie ze strony TK i to nie tylko merytoryczne, ale też psychiczne. Fajnie, bo bez tego byłoby mi 10 razy trudniej. No i jakoś tak to się kula. Czas pokaże co dalej…
Młody wsadził palec między zębatkę a łańcuch w rowerze treningowym u rodziców. Ma przecięty na pół paznokieć i opuszek, spędziliśmy dwie godziny w szpitalu, zrobili rtg, założyli opatrunek z maścią i wysłali do domu. Miałam nie odklejać aż do poniedziałku, ale dziś mu odpadł, więc teraz mam zabawę ze zmianami opatrunków – boli go, a ja się boję, żeby nie zaczęło ropieć. Strasznie mi go szkoda, biega z wystawionym palcem, jak by cały czas miał jakaś myśl do obwieszczenia – mój mały skarb, moje kochanie. Trzymam się myśli,że będzie dobrze. Musi być !

i tak to tu

Posted: Czerwiec 22, 2013 in Uncategorized

zacina mi się spacja, oczywiście dlatego, że Młody ją popsuł, więc może być od czasu do czasu jednym ciągiem. A piszę z lapka, na moblinym internecie, który dostałam z firmy, gdyż mojego neta brak. Brak, bo mam komornika na pensji. I do wczoraj jeszcze miałam nadzieję, że w przyszłym miesiącu będzie lepiej fnansowo. Ale wczoraj kadrowa mi obwieściła, że jest kolejne pismo. Tym razem jestem udupiona na maksa. I nie wiem, co zrobić. Poprostu kurwa nie wiem. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że przestanę płacić mieszkaniowy, więc będzie musiał zacząć mój złamas ex (zwany dalej zex) co z kolei spowoduje konieczność oddania mu mieszkania i przeprowadzki z młodym do rodziców, karczemne awantury z jego strony i tej jego blaci poprzedzające proces przeprowadzki i strach o życie moje i młodego. Znaczy się będzie kolorowo. Nie wydaje mi się, że mogę tego uniknąć. Może stanie się jakiś cud – bo tylko to już uratuje sytuację. Wiem, że jeśli nie będę miała obciążenia mieszkaniówką, dam radę wyjść z tego finansowego syfu w jaki się wpakowałam. Oczywiście nie w ciągu pół roku, ani roku. Ale mam nadzieję, że w ciągu dwóch lat już mi się to uda. Tylko jak się pozbyć tego kredytu? Liczę na to, że będzie chciał przejąć całość własności na siebie – że poprosu sprzedam mu swoją część udziałów w zamian za pozostałe zobowiązanie. Czy się uda? Nie mam pojęcia, na pewno nie będzie ani miło ani łatwo. Czas pokaże. W każdym razie zamiast siedzieć w kącie i płakać szykuję się mentalnie na wojnę.
Co poza tym?
Nie wiem czy wspominałam, ale odchodzi Adam. Była impreza firmowa, na której bawiłam się do samego końca. Dobrze, że nie wygłupiałam się z żadnym Sopotem, bo obiło mi się o uszy, że wcale nie byli tam, gdzie mówili, że będą. Bawiłam się całkiem nieźle, alkoholizując się i paląc fajki. I było mi dobrze. Wogóle jest mi teraz dobrze w pracy – jedyną osobą, która mi przeszkadza, jest to kurwiszcze, które PS ściągnął do działu i nie zabrał ze sobą odchodząc. Niestety wydaje mi się, że będę musiała się z nią męczyć jeszcze długo – trudno, nie z takimi dawałam sobie radę.
No a poza tym prawdopodobnie od 1go przejmuję systemy i 6 wspaniałych. Kurwiszcze najpierw wrzeszczało, że chce KK u siebie, po czy stwierdziła, że dyro kazał KK robić same niskie prądy. I że mam ją wziąć. Powiedziałam wprost, że nie wezmę sobie siódmego a info o gaśnicach zweryfikowałam u dyra. I co? I kurwiszcze kłamie. Wogóle kurwiszcze ma zapędy manipulatorskie więc muszę bardzo uważać i tępić. Niech słowo „nie” stanie się najczęściej wypowiadanym przeze mnie do niej słowem.
RB ma dość chyba, boję się, że pizgnie papierami i zostanę z tą blacią sama. Jest pomysł – choć chyba bardziej BK i MrK – żeby wróciła do pracy JA, moja poprzedniczka. Sądzę, że jeśli tak się stanie, to tylko kosztem kogoś z koordynacji. Oczywiście kurwiszcze jest pierwszą orędowniczką, gdyż wtedy będzie miała jeszcze mniej pracy – a już teraz prawie nic nie robi… Ale mnie ona wkurwia.
TK, czyli projektant, który też ma przygotowywać inwestycje jest dobrej myśli – twierdzi, że razem ogarniemy. No pewnie, że ogarniemy. Tylko chyba jednak nie będzie tak łatwo. Jego optymizm napawa mnie optymizmem – musi być dobrze. Poprostu musi!