Wigilia sylewstra

Posted: Grudzień 31, 2016 in Uncategorized

Była cała nasza. Po 14 puścili nas z firmy i trybie pilnym udaliśmy się do pensjonaty, gdzie nie wyszliśmy z łóżka – no, poza odebraniem pizzy od dostawcy. Przed 12:00 wróciłam do domu, więc można uznać, że i sylwestra spędziliśmy razem. Było cu-do-wnie. Mam najwspanialszego mężczyznę na świecie, uwielbiam go, bo jest tego wart. I jest mój. I nie oddam. Co przyniesie nowy rok – nie wiem, ale mam nadzieję, na dużo dobrego.

Cudownie go mieć, cudownie być z nim. Jestem szczęśliwa.

Święta zaś minęły szybko, w stałym kontakcie mailowym – i to było dobre. Dostałam książki, na których bardzo mi zależało i ogromnie się z tego cieszę. On dostał zestaw głośnomówiący, który także go ucieszył – a przede wszystkim świetnie działa i bardzo poprawił nam się komfort rozmów.

Zaczynam bardzo chcieć mieć go na wyłączność – pewnie wcale nie jest to najlepszy pomysł pod słońcem i będzie trzeba mocno powalczyć i pokonać wiele przeciwności, ale mam nadzieję, że w końcu, kiedyś, za jakiś czas, oby nie za długi, się uda.

 

Grudniowo – pochorobowo

Posted: Grudzień 10, 2016 in Uncategorized

W Dianie. Dzięki L4 nie miałam problemu z urlopem, którego prawdopodobnie bym nie dostała. Martwię się styczniem – nie mam już co wymyślić, z urlopem pewnie bedzie kicha, smutam tym. I oczywiście szukam rozwiązania. Smutam też nadchodzącymi świętami, na które zupełnie nie mam ochoty ani nastroju. Ani kasy. Dopadło mnie chyba pochorobowe zmęczenie. Dziś zjadłam pierwszy duży posiłek od dwóch tygodni -trzy kawałki pizzy, Jestem pełna po korek, czekam aż przeleci przez mnie…

Ale! Byłam u Miśkiewicza – zrobił mi USG i jest suuuuper – nic nie wyrosło!!! Nie zrobił mi cytologii, bo dostałam stanu zapalnego od antybiotyku, ale powiedział, że nie widzi powodu do niepokoju – mam zrobić spokojnie w nadchodzącym roku. Pewnie bym nie poszła, gdyby nie P., który pożyczył mi kasę. Niesamowicie mi to pomogło psychicznie.

Z P. jest super – co prawda choroba dała nam do wiwatu i mieliśmy niewiele kontaktu, którego bardzo potrzebujemy, co zaowocowało napięciami, ale już jest ok – zeszło nam ciśnienie, zrelaksowaliśmy się. Bardzo bym chciała mieć go na wyłączność. I na zawsze. Zobaczymy, co przyniesie czas, nie będę się tym denerwować, będę się cieszyć, tym co mamy. Bo mamy bardzo dużo – siebie.

Rozpaczliwie chciałabym się wyprowadzić z domu – całość mnie przygnębia i frustruje. Chcę zabrać młodego i wynieść się na swoje. I do tego będę zmierzać w nadchodzącym roku ze wszystkich sił. Niestety, nawet jeśli pozbędę się komornika, to moja pensja nie pozwoli mi na komfortowe utrzymanie nas. Muszę wynaleźć coś dodatkowego, nawet na kilka stów w miesiącu, które bardzo by nam pomogły.

Z rzeczy nie fajnych – Ziele zapytana o możliwość wynajmu Dąbrowy zaczęła się wić, że nie, bo to mieszkanie jest za małe dla mnie i dla młodego. Przezabawne – doskonale wie, jak mieszkamy, nie można już mieszkać ciaśniej. A młody w liście do św.M. prosi o osobne łóżko… Z resztą ja też bym chciała już spać osobno. Jestem pełna nadziei, że nadchodzący rok będzie lepszy i że w końcu zacznie się wszystko układać pozytywnie.

Będzie dobrze, prawda ?

Chorobowo-chujowo

Posted: Grudzień 3, 2016 in Uncategorized

Tak więc angina. Po powrocie z Warszawy trafiłam do lekarza z mega, mega anginą – antybiotyk na 10 dni, zwolnienie na 14. We czwartek P. zawiózł mnie do pracy, żebym mogła zrobić arkusze. W poniedziałek też mnie zawiezie – żebym mogła wklepać wyniki.

We czwartek jedziemy – oficjalnie do Piaseczna na inwentaryzację. Mam nadzieję, do tego czasu wyzdrowieć – bardzo mi na tym zależy.

Z okazji antybiotyku przyplątał się drożdżak – walczę swoimi środkami, ale chyba we wtorek lub środę będę błagać Miśkiewicza żeby mnie przyjął. To już i tak czas najwyższy, a powód bardzo dobry. Oczywiście, że się boję, że znów coś znajdzie. Ale nawet jeśli – muszę stawić temu czoło. Przecież mam po co i dla kogo żyć.

Z P. mamy smutny weekend – tym smutniejszy, że jest po awanturze w domu, chwilę żeśmy to przegadali. Myślałam, że trochę inaczej do tego podchodzi, teraz widzę światełko w tunelu, oby nie towarowy. Oczywiście czas, czas, czas – na wszystko potrzebny jest czas. Ale mam nadzieję, że razem damy radę ze wszystkim. I kluczowe jest tu „razem”. Bo bardzo chcemy. To na prawdę wspaniały facet, z ogromnym pokładem ciepła i dobra oraz odpowiedzialności – co oczywiście działa i na plus i na minus. W każdym razie zagnieździł mi się w serduchu, mam wrażenie, że ja jemu także. Dobrze nam tak.

Będzie dobrze, prawda?

I żeby nie było za różowo

Posted: Listopad 26, 2016 in Uncategorized

Wiec jestem sobie chora. Leżę w łóżku z P. zamiast robić w nim cokolwiek innego, znacznie, znacznie bardziej przyjemnego.

To się nazywa wyczucie czasu jebana bakterio!

Ponownie w domu

Posted: Listopad 25, 2016 in Uncategorized

Czyli w N. – P. w szkole, czekam aż wróci. Niestety okres. Ale i tak jest cudownie.

Wczoraj jego E. zapytała czy kogoś ma. Zaprzeczył – zgodnie z planem. Przyszłość? Niewiadoma. Nie zrezygnuję z niego.

W ramach jazdy Świętego Mikołaja dziś wyleciał kolejny handlowiec – S.Z. Cóż, do tej pory nie poznałam jego hobby, jakoś nie żałuję, że nie poznam. Chociaż mniej by mi było żal M.S., który póki co został.

Nie lubię takich akcji – wciąż nie rozumiem, jakim trzeba być skurwielem, żeby coś takiego zrobić. Ale są rzeczy, których nie pojmę nigdy. Ze swojej strony załatwiłam z szefem, zwolniony S. nie musiał płacić za zniszczony dalmierz. Nic więcej zrobić nie mogę.

Nadchodzą wielkimi krokami święta – wyjątkowo nie chce mi się ich. Nie mam pieniędzy ani pomysłów na prezenty – źle mi z tym jak cholera. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie znacznie, znacznie lepiej.

Bardzo chciałabym TU przyjechać jeszcze w grudniu – ale nie wiem czy dostanę urlop. Wszystko wskazuje na to, że nie dostanę i zaczynam wpadać w histerię z tego powodu. Tak bardzo potrzebuję tych chwil wytchnienia od wszystkiego i tej absolutnej bliskości z P. Nie w samochodzie w lesie, nie w pośpiechu – tak po prostu, taka namiastka codzienności.

Czy kocham? Wciąż nie wiem, lub nie chcę wiedzieć. Wiem, że jest mi z nim cudownie.

 

 

I jeszcze jedno

Posted: Listopad 13, 2016 in Uncategorized

Po co mi to było? Dlaczego uległam swej słabości, by poczuć się kochaną? Dlaczego nie mogłam być ponad, albo przyjąć koleżeńskiej usługi wzajemnej bez żadnych uczuć wyższych? Zła jestem na siebie – czuję, że utraciłam wolność na własne życzenie. Dlaczego nie potrafię być zimna, wyrachowana i dominująca? Dlaczego zmieniłam się w jebany miękki kłębuszek pierdolonej angorki? Przy nim czuję się niezwykle – doceniona, kochana, akceptowana, ładna, kobieca, potrzebna, pożądana. Jednocześnie uwielbiam sprawiać mu radość, dawać siebie, czułość, uczucia, których wciąż nie chcę lub nie umiem nazwać. Uwielbiam go uszczęśliwiać. On uszczęśliwia mnie. Tylko dlaczego do cholery musi być tak zajebiście trudno? Dlaczego u mnie nic nie może być normalnie? Nosz kurwa, dlaczego?

Kombinacje alpejskie

Posted: Listopad 13, 2016 in Uncategorized

Próbuję zrobić grudzień. Wszystko jak po grudzie. Rozważam przeróżne opcje, ale kolejne szkolenie chyba nie przejdzie… Nie wiem co robić, wiem, że jak nie zrobię grudnia tak jak bym chciała to będzie mi bezgranicznie źle. Tak więc muszę coś wymyślić, ale jeszcze nie wiem jak. Potrzebuję tego jak powietrza. Może więc natura i tym razem będzie sprzyjać i po prostu się uda? Próbuję nie oszaleć. Trudne to. Wszystko to trudne. Spakowałam papiery komornicze – jutro spróbuję tam przedzwonić, może dowiem się ile jeszcze bedzie trwał mój wyrok? A później co? Nie wiem, ale muszę coś wymyślić, po prostu muszę. Do póki jeszcze chcę, do póki P. daje mi siłę i motywację.

Cholernie tęsknię…